Relacja między RTZ a pozytywnym myśleniem nie polega na zastępowaniu każdej trudnej myśli miłym hasłem. Racjonalna Terapia Zachowania pomaga sprawdzać, co dokładnie uruchamia emocje i czy przekonania są oparte na faktach. Nie wymaga udawania, że wszystko jest dobrze. Dopuszcza smutek, złość i lęk, a jednocześnie szuka bardziej użytecznego sposobu myślenia.
Racjonalne myślenie a pozytywne myślenie to dwa różne podejścia. To pierwsze ma być przede wszystkim realistyczne, logiczne i pomocne w działaniu. Jeśli zastanawiasz się, czy trzeba myśleć pozytywnie, odpowiedź brzmi: nie. Ważniejsze jest sprawdzanie, czy sposób interpretowania sytuacji nie pogłębia cierpienia i bezsilności.
RTZ pokazuje, że pozytywne myślenie nie polega na odcinaniu złych myśli ani skupianiu się wyłącznie na dobrych stronach. Taka rada może brzmieć rozsądnie, zwłaszcza gdy ktoś chce dodać otuchy. Problem zaczyna się wtedy, gdy pozytywne myślenie oznacza zaprzeczanie faktom albo zakaz przeżywania trudnych emocji.
„Wystarczy myśleć pozytywnie, a problem zniknie”
Ten mit brzmi wiarygodnie, bo sposób myślenia rzeczywiście wpływa na emocje i zachowanie. Gdy pojawia się myśl „na pewno sobie nie poradzę”, łatwiej wycofać się z działania. Bardziej wspierająca interpretacja może pomóc zauważyć możliwości, których wcześniej nie było widać.
Nie oznacza to jednak, że sama zmiana myśli rozwiąże każdą sytuację. Jeśli kończy się ważna relacja, pojawia się konflikt w pracy albo trudność finansowa, fakt pozostaje faktem. Racjonalna Terapia Zachowania nie usuwa zdarzenia z rzeczywistości. Pomaga przyjrzeć się temu, co osoba dopowiada do zdarzenia i jakie działania są jeszcze możliwe.
Przykład: ktoś nie otrzymuje odpowiedzi po rozmowie rekrutacyjnej. Myśl „to dowód, że do niczego się nie nadaję” może prowadzić do wstydu i rezygnacji z kolejnych prób. Myśl „nie mam jeszcze odpowiedzi, a nawet jeśli ta rekrutacja się nie powiedzie, mogę analizować doświadczenie i szukać dalej” nie jest naiwnie pozytywna. Jest bardziej precyzyjna i zostawia miejsce na działanie.
„Trudną myśl trzeba od razu zamienić na dobrą”
Wiele osób rozumie pracę z myślami jako szybkie zastępowanie zdania negatywnego pozytywnym. To może przypominać ćwiczenie w rodzaju: „Nie dam rady” zamień na „Dam radę ze wszystkim”. Taka zamiana bywa jednak niewiarygodna, szczególnie gdy sytuacja jest naprawdę obciążająca.
W RTZ chodzi raczej o sprawdzenie, czy myśl jest zgodna z faktami, logiczna i użyteczna. Nie każda trudna myśl jest fałszywa. Czasem rzeczywiście coś jest wymagające, ktoś popełnił błąd albo istnieje ryzyko niepowodzenia. Wtedy pomocne może być zdanie bardziej dokładne, na przykład: „To będzie trudne, ale mogę podzielić zadanie na części i poprosić o wyjaśnienie tego, czego nie wiem”.
W praktyce nie trzeba przekonywać się do zdania, w które obecnie trudno uwierzyć. Można zacząć od myśli pośredniej. Zamiast „wszystko będzie dobrze” pojawia się „nie wiem jeszcze, jak to się skończy, ale mogę sprawdzić następny krok”. Taka myśl nie ma poprawiać nastroju na siłę. Ma pomóc odzyskać kontakt z rzeczywistością i własnym wpływem.
„Racjonalne myślenie to po prostu pozytywne myślenie”
Pozytywne myślenie zwykle kojarzy się z dostrzeganiem szans, nadzieją i skupianiem na dobrych stronach. Może być wspierające, ale nie każda pozytywna myśl jest racjonalna. Zdanie „na pewno wszystko się uda” może dawać chwilową ulgę, a jednocześnie nie uwzględniać ryzyka, ograniczeń ani potrzeby przygotowania.
Racjonalność nie oznacza chłodu ani braku wiary w siebie. Oznacza próbę oceniania sytuacji bez katastrofizowania i bez idealizowania. Zdanie „mogę popełnić błąd, a mimo to moja wartość jako osoby się nie zmienia” jest racjonalne, choć nie obiecuje sukcesu. Podobnie myśl „nie mam pełnej kontroli nad decyzją drugiej osoby, ale mam wpływ na to, co powiem i jakie granice postawię”.
Ważne jest również rozróżnienie między preferencją a żądaniem. „Chcę, żeby mnie zaakceptowano” wyraża pragnienie. „Muszę być zaakceptowany lub zaakceptowana przez wszystkich, inaczej nie ma sensu próbować” zamienia pragnienie w warunek własnej wartości. RTZ pomaga zauważyć tę różnicę, a nie nakazuje patrzeć na świat przez różowe okulary.
„RTZ każe ignorować emocje i skupiać się tylko na faktach”
Ten mit może pojawiać się wtedy, gdy słowo „racjonalna” jest rozumiane jako przeciwieństwo emocjonalności. Tymczasem emocje są ważną informacją o tym, jak sytuacja jest przeżywana. Złość może sygnalizować przekroczenie granicy, lęk może wskazywać na poczucie zagrożenia, a smutek na stratę lub rozczarowanie.
RTZ nie polega na wyłączaniu emocji. Pomaga raczej oddzielić emocję od wniosku, który pojawia się pod jej wpływem. Można czuć lęk i jednocześnie sprawdzać, czy myśl „na pewno wydarzy się najgorsze” wynika z faktów. Można czuć złość i zastanawiać się, czy krzyk jest jedynym sposobem ochrony własnych granic.
W pracy z osobami, które zmagają się z tym problemem, często obserwuję, że największą ulgę przynosi nie zakaz odczuwania, lecz zgoda na nazwanie emocji. Dopiero wtedy można sprawdzić, jaka myśl ją podtrzymuje i jaka reakcja będzie zgodna z potrzebami. Emocja nie musi zniknąć, żeby możliwe było rozsądne działanie.
„Jeśli nadal się martwię, to znaczy, że źle stosuję RTZ”
To przekonanie dodaje kolejną warstwę napięcia. Najpierw pojawia się zmartwienie, a później myśl: „Nie powinienem lub nie powinnam już tak reagować”. W efekcie trudna emocja zostaje oceniona jako dowód porażki. To może prowadzić do walki z samym sobą zamiast do spokojnego przyjrzenia się sytuacji.
Praca z myślami nie działa jak przełącznik. Nawet gdy ktoś rozumie, że katastroficzna interpretacja nie jest jedyną możliwą, emocje mogą utrzymywać się jeszcze przez jakiś czas. Zmiana często wymaga powrotu do tych samych pytań: co wiem na pewno, czego nie wiem, na co mam wpływ i jaki krok jest możliwy teraz.
Pomocne jest także odróżnienie problemu od zamartwiania się. Problem można przełożyć na plan działania, na przykład przygotowanie rozmowy, zebranie informacji albo ustalenie terminu decyzji. Zamartwianie się krąży wokół tych samych scenariuszy bez przybliżania do rozwiązania. Wtedy racjonalna myśl może brzmieć: „Nie rozstrzygnę tego przez kolejne analizowanie. Potrzebuję wybrać jeden konkretny krok”.
„RTZ polega na przekonywaniu się, że wszystko będzie dobrze”
Czasem metoda jest przedstawiana jako wewnętrzne pocieszanie się. Tymczasem jej celem nie jest stworzenie przyjemnej opowieści, lecz rozpoznanie przekonań, które nasilają cierpienie i ograniczają działanie. Nie chodzi o to, żeby zawsze czuć pewność siebie. Chodzi o to, żeby nie uzależniać własnej wartości od jednego wyniku, cudzej opinii albo braku błędów.
W podejściu RTZ można przyglądać się myślom typu: „Muszę zrobić wszystko idealnie”, „Inni powinni zawsze mnie rozumieć” albo „Nie zniosę krytyki”. Takie przekonania często brzmią jak oczywiste zasady, ale bywają bardzo sztywne. Bardziej elastyczne zdanie mogłoby brzmieć: „Zależy mi na dobrym wykonaniu zadania, ale nie muszę być bezbłędny lub bezbłędna, żeby poradzić sobie z konsekwencjami”.
W pracy z osobami korzystającymi z psychoedukacji widzę, że trudność często nie dotyczy braku wiedzy o pozytywnym myśleniu. Dotyczy raczej przekonania, że trzeba zasłużyć na spokój poprzez perfekcję, pełną kontrolę albo stałą aprobatę. Wtedy ważniejsze od poprawiania nastroju jest rozluźnienie tego warunku i znalezienie sposobu reagowania, który nie wymaga od siebie niemożliwego.
„Jedno ćwiczenie RTZ powinno od razu zmienić samopoczucie”
To oczekiwanie jest zrozumiałe, bo konkretne ćwiczenia dają poczucie porządku. Można zapisać sytuację, pierwszą myśl, emocję i możliwą odpowiedź. Taki zapis bywa pomocny, ale nie jest testem, który trzeba zdać bezbłędnie. Nie każda myśl pojawi się od razu, a nie każdą emocję da się szybko nazwać.
Ćwiczenie może pomóc zauważyć powtarzający się schemat, na przykład przekonanie, że odmowa zawsze oznacza odrzucenie albo że prośba o pomoc świadczy o słabości. Samo zauważenie schematu nie musi natychmiast przynieść ulgi. Może jednak stworzyć przerwę między impulsem a reakcją. W tej przerwie łatwiej zdecydować, czy potrzebna jest rozmowa, odpoczynek, granica albo konsultacja.
Jeśli próby samodzielnej pracy nasilają napięcie, prowadzą do ciągłego analizowania albo nie pozwalają normalnie funkcjonować, warto poszukać profesjonalnego wsparcia. Metoda nie powinna być kolejnym powodem do oceniania siebie.
Kiedy warto poszukać pomocy?
Rozmowa ze specjalistą może być dobrym krokiem, gdy trudne myśli powracają przez dłuższy czas, utrudniają sen, pracę, relacje albo podejmowanie decyzji. Warto zwrócić uwagę także na poczucie, że każda sytuacja uruchamia ten sam schemat: katastroficzne przewidywania, silne poczucie winy, lęk przed oceną lub przekonanie, że nie ma żadnego wyjścia.
Pomoc jest szczególnie ważna, gdy pojawiają się myśli samobójcze, myśli o samookaleczeniu albo poczucie całkowitego braku nadziei. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia zadzwoń pod 112. Nie trzeba najpierw samodzielnie rozstrzygać, czy problem jest wystarczająco poważny. Można omówić go z psychologiem, psychoterapeutą lub lekarzem i wspólnie ustalić, jaka forma wsparcia będzie odpowiednia.
Podczas konsultacji można nauczyć się rozpoznawać różnicę między faktem, interpretacją i wymaganiem stawianym sobie lub innym. Można też sprawdzić, czy w danej sytuacji potrzebna jest praca nad przekonaniami, wsparcie w podjęciu decyzji, czy przede wszystkim bezpieczna rozmowa o przeżyciach.
Racjonalna myśl nie musi być przyjemna, żeby pomagała odzyskać wpływ na sytuację. Nie obiecuje, że wszystko potoczy się zgodnie z planem. Może za to pozwolić zobaczyć pełniejszy obraz: trudność, emocje, ograniczenia i możliwe działania. Jeśli chcesz przyjrzeć się temu z pomocą psychologa, możesz umówić konsultację psychologiczną, także online.
Ta strona używa plików cookies niezbędnych do jej działania (działają zawsze) oraz do zapamiętania Twojego wyboru. Szczegóły znajdziesz w Polityce cookies i Polityce prywatności.